Khajuraho, Kamasutra, małżeństwo i seks po indyjsku.

Khajuraho
Wśród zielonych, równo przystrzyżonych trawników, zza zasłony czerwonych i różowych kwiatów wyłania się kompleks szpiczastych budowli. Jest ich tu dwadzieścia dwie, a niedaleko stoją jeszcze trzy inne. Wybudowano je między IX i XI wiekiem za czasów panowania potężnej dynastii Czandelów. Czandelowie wznieśli 85 świątyń, ale większość nie wytrzymała próby czasu i rozsypała się nie pozostawiając śladu.

 

 Przez wieki zapomniane przez bogów i ludzi, na nowo zostały odkryte dopiero w 1838 roku. Świątynie są zadziwiająco jednorodne architektonicznie, pomimo tego, że należą do trzech sekt – śiwaitów, wisznuitów i dżinistów. Różnią je jedynie wyobrażenia boga w głównym sanktuarium. Najbardziej okazała to Kandariya Mahadeva, którą pokrywa 900 posągów różnej treści. Zwieńcza ją trzydziestometrowa szpica otoczona 84 mniejszymi, co przypomina zarys górskiego łańcucha.

Te średniowieczne świątynie rozsławiły w świecie senną osadę Khajuraho w centralnych Indiach w stanie Madhya Pradesh. A w zasadzie pokrywające jej mury wyrafinowane erotyczne rzeźby. Choć stanowią mniej niż 10% wszystkich rzeźb, to im poświęca się najwięcej uwagi.

Niektóre są tak wymowne, że Mahatma Gandhi popierał ich zniszczenie. Aż trudno sobie wyobrazić, że ojciec narodu pobłogosławiłby bandę wandali, którzy chcieli porąbać część „obraźliwych” rzeźb. Co mogło nim wstrząsnąć – sceny zbiorowej miłości, sodomia i najdziwniejsze pozycje aktów seksualnych.

Rabintranath Tagore stanął w ich obronie. Skarb narodowy nie może zostać zniszczony tylko dlatego, że niektórzy ludzie czują się nieswojo na myśl, że ich przodkowie byli istotami seksualnymi. Na szczęście zapobieżono zniszczeniom i rzeźby, które możemy podziwiać na prawie wszystkich 25 świątyniach, zostały zachowane. 

Ich umiejscowienie i dokładność wykonania sugerują, że miały zwrócić uwagę pielgrzymów i wiernych. Ale jaki był cel ich powstania? Jest kilka różnych, wykluczających się interpretacji.
Erotyczne rzeźby mogą być przedstawieniem tantrycznych rytuałów, zgodnie z którymi para w miłosnym uścisku wyobraża najwyższe zespolenie duszy, a wyzwolone energie tworzą ścieżkę prowadzącą wprost do osiągnięcia mokszy, nirwany.
Przedstawiają nagą prawdę o życiu w tamtych czasach, mają uruchomić wyobraźnię małżonków i pobudzić ich do działania. A może służą jako test dla wiernych, którzy muszą się opanować, uwolnić od pragnień przed spotkaniem z Bogiem? Bóg Indra, władca piorunów, sam miłośnik sztuki kochania, nie zniszczyłby niczego, co z kochaniem związane. Może więc chronią przed uderzeniem piorunów. Dziś na pewno nie uznaje się tej hipotezy za najbardziej przekonywującą, bo na wieżach widać zamontowane piorunochrony.

Postacie na murach przedstawiają bogów (można ich poznać po szczególnych atrybutach, np. diademach na głowie), półbogów, królewskie polowania, zwierzęta – dzikie, domowe i mityczne, ludzi przy pracy i podczas zabawy, walczących żołnierzy, scenki z życia domowego. Możemy napawać oczy dokładnym odwzorowaniem wszelkich detali, gestów, strojów, mimiki twarzy. Najwięcej jest kobiet, mieszkanek różnych światów. Jedna nakłada makijaż, inna usuwa kolec ze stopy, niesie wodę, pisze list, przytula dziecko, tańczy, przegląda się zalotnie w lusterku. Często jest naga, o ciele rozkosznie wygiętym (tribhanga) i często w towarzystwie. No i nie brakuje seksu w każdej możliwej konfiguracji: solo, w parach i grupach, z ludźmi i zwierzętami.

Możemy zastanawiać się, czy erotyczne pozycje są z życia wzięte, czy to efekt wyobraźni autorów.

Kamasutra

Patrząc na rzeźby z Khajuraho, natychmiast przychodzi na myśl Kamasutra, czyli „Traktat o miłowaniu”, który jest najstarszym zachowanym przykładem podręcznika sztuki kochania. Watsjajana Mallanga spisał go najprawdopodobniej w IV wieku. Wydaje się, że od tamtego czasu nie odkryliśmy niczego nowego.


Kamasutra nie traktuje o akrobatycznych seksualnych pozycjach, jak mogłoby się wydawać wielu osobom, które zetknęły się z jej swobodnymi interpretacjami w literaturze Zachodu, lecz jest wyrafinowanym przewodnikiem po sztuce kochania. Indusi przodowali zawsze w systematyzowaniu, katalogowaniu, wyliczaniu, dzieleniu na grupy. W sztuce kochania też nie będzie wyjątków. Tak więc mamy 3 typy mężczyzn – kochanków: zając, buhaj, ogier, i trzy typy kobiet – kochanek: gazela, klacz i słonica, a kryterium klasyfikacji jest wielkość... Bynajmniej nie całego ciała.

7 części Kamasutry zawiera pouczenia o zespoleniu, o wszystkich aspektach związku z dziewicą, żoną (własną i cudzą) i kurtyzaną. Wylicza też 64 umiejętności, jakie czynią kobietę atrakcyjną. Są wśród nich między innymi: śpiew, barwienie zębów, rzucanie uroku, czytanie książek na głos, znajomość trzech rodzajów masażu, a także znajomość obcych krajów i języków. (zapraszamy na wycieczki!)

Dzięki tym umiejętnościom
Wyważona miłośnica,
Z charakterem i cnót pełna,
Obdarzona pięknym kształtem
Pośród mężów zgromadzenia
Zyska miejsce jej należne
Oraz tytuł kurtyzany.
Będą ją królowie czcili,
A cnotliwi sławić będą.
Wszędzie będzie pożądaną;
Każdy z nią się spotkać zechce;
Celem stanie się dla wszystkich
I tak sięgnie po zwycięstwo.
(tłum. M.K Byrski)


Jak na ironię, w XIX wieku, gdy w Europie pojawiły się pierwsze nieśmiałe tłumaczenia Kamasutry, wiktoriańska surowa moralność i purytańskie podejście do seksu Brytyjczyków coraz bardziej kolonizowały indyjskie umysły doprowadzając do tego, że Indusi stali się wielce konserwatywni w sprawach seksu i erotyki. Nawet surowy islam w czasach muzułmańskiej dominacji nie miał tak silnego wpływu na tą sferę życia.

Kiedy w latach 60-tych i 70-tych XX wieku na Zachodzie ludzie odkryli starożytną indyjską kulturę liberalizmu seksualnego jako źródło ruchu wolnej miłości i neo-tantrycznej filozofii, Indie wciąż pozostały konserwatywne. Seks jest tabu, a przecież jesteśmy w kraju, gdzie linga (fallus) jest symbolem jednego z trójcy najważniejszych bogów – Śiwy.

Małżeństwo

Zachodni model relacji między kobietą i mężczyzną wciąż ma mało zwolenników.
Miłość seks i małżeństwo – taką przyjęlibyśmy kolejność zdarzeń na Zachodzie. Ale jesteśmy w Indiach. Tu wiele rzeczy dzieje się inaczej. Dlatego oddziałują na nas taką magiczną siłą przyciągania.
Najpierw jest małżeństwo, potem sex, a na koniec, choć nie zawsze, miłość.


Randkowanie to nowe zjawisko w indyjskiej kulturze, nie muszę dodawać, że to zjawisko marginalne. W językach indyjskich brak nawet wyrażenia „mój chłopak”, moja dziewczyna”, natomiast każdy krewny ze strony ojca lub matki, starszy lub młodszy, nazywany jest osobnym słowem.  Dla przykładu szwagier to „saala” – nie polecam używać.

Małżeństwa są zwykle aranżowane przez rodziców. Młodzi nie muszą sobie zaprzątać głowy poszukiwaniem partnera. W bardziej postępowych rodzinach narzeczeni mają okazję spotkać się przed ślubem. Czasami. No i oczywiście muszą się zgadzać horoskopy. Astrolog decyduje, kto może kogo poślubić i kiedy. 29 października 2009 był wyjątkowo pomyślnym dniem, w samej stolicy przybyło 30 000 nowożeńców.
Kojarzeniem par zajmują się agencje matrymonialne i ogłoszenia w gazetach (w mniejszych społecznościach golibroda). Modne, bogate kluby i turystyczne kurorty są miejscem, gdzie potencjalni kandydaci i kandydatki mogą się dyskretnie „pokazać”, zostać zauważonym i wziętym pod uwagę.

Małżeństwo to poważne finansowe obciążenie dla rodziny panny młodej. Posag był pierwotnie darem od rodziny dla młodej żony, stanowił jej osobiste bogactwo, które potem przekazywała córkom. Dziś to biznesowa część układu. Paradoksalnie, im wyższe kwalifikacje ma narzeczony, tym wyższego posagu zażąda jego rodzina. W końcu nauka kosztuje – studia są drogie, a żeby się na nie dostać, też trzeba posmarować tu i ówdzie. (Od 1961 roku dawanie i żądanie posagu jest w Indiach zabronione – ha ha) Wysokość posagu i wydatki na wesele potrafią zrujnować ojca panny młodej. Wesele pozwala właściwie ocenić jego pozycję społeczną, więc „zastaw się, a postaw się”. Bogaci wynajmują ekskluzywne hotele i pałace, zapraszają setki gości. Biedniejsi rozstawiają namioty, i oczywiście też zapraszają setki gości.

Po ślubie jest seks.


Odrobina sexu

Znakomita większość indyjskich panien młodych to dziewice. Mało która dowiaduje się czegoś o seksie od swojej matki, nie wspominając, że odpowiedniej literatury na ten temat jak na lekarstwo.

 Sama myśl o „perwersyjnej” Kamasutrze wywołuje rumieniec zakłopotania. Piastunka aya, albo zamężna koleżanka być może szepnie słówko, na więcej nie ma co liczyć. Wiele dziewczyn wstępuje w związek małżeński nie mając zupełnie pojęcia, co je czeka. Nic więc dziwnego, że inicjacja może być traumatycznym przeżyciem.

Oficjalnie minimalny wiek uprawniający do małżeństwa to 18 lat dla dziewczyny i 21 dla chłopaka, ale zdarzają się wciąż zaślubiny kilkuletnich nawet dzieci (Mahatma Gandhi został ożeniony w wieku 13 lat). Bardzo młoda i niedoświadczona panna młoda nie miała jeszcze nawet kiedy pomarzyć o romantycznym kochanku, więc na pewno nie jest zepsuta.

Dziewczyna w rodzinie męża zajmuje pozycję podporządkowaną teściowej i starszym synowym. Jest tanią siłą roboczą, z mężem spędza niewiele czasu. Mieszka w pokoju z innymi kobietami. Czasem teściowa wysyła ją ze szklanką mleka do męża w czasie, gdy innych mężczyzn nie ma w pobliżu. Trzeba przecież doczekać się wnuków. Chłopców, następców, kontynuatorów rodu. Takie skradzione chwile niewiele mają wspólnego z miłością małżeńską. Miłość między małżonkami potrafi dojrzewać przez całe lata.

Mężczyźni mają więcej możliwości, aby skosztować przedmałżeńskiego i pozamałżeńskiego seksu. Prostytucja, choć oficjalnie zakazana, ma w Indiach wielowiekową tradycję. Wykształcona kurtyzana (64 sztuki!), bywała równa wśród najwyższych dostojników, a devadasi - świątynne  służebnice, poślubione bogu, tańczące ku jego czci, w czasach gdy powstawały świątynie w Khajuraho - cieszyły się szacunkiem społecznym, były oznaką prestiżu świątyni, pomimo tego, że oddawały swe ciała jej patronom. Dzisiaj prostytutki nie należą do elit, wieczorami i w nocy ciężko pracują w zawodzie, a za dnia dorabiają np. tańcząc dla turystów.

Dzisiejsze Indie są konserwatywne. Obecnie w Indiach seks jest tabu. Nie widać przytulonych par, ba, pary nawet nie trzymają się za ręce w miejscach publicznych, za to osoby tej samej płci i owszem. Nagość nie występuje. Artyści poszukujący modeli do swoich prac musieli przez wieki korzystać z usług mężczyzn żebraków i posągów kobiet.

Na plaży turystki prężą ciała w skąpych bikini, a Hnduski zanurzają się w wodzie w pełnym opakowaniu. Podczas rytualnych kąpieli w świętych rzekach i jeziorach też nie zdejmują ubrań. Po prostu mają do przebrania drugi, suchy zestaw. My turyści chętnie takie scenki filmujemy, może gdzieś błyśnie kawałek nagiej piersi młodszej niż czterdziestoletnia. Miejscowi mężczyźni czasem odganiają natrętów. Mają nieustannie to samo wytłumaczenie: „ my tylko zerkamy, a kamera się gapi”.

Część wiernych modlących się w świątyni pokrytej erotycznymi rzeźbami prawdopodobnie nigdy nie widziała w swoim łóżku całkiem nagiej kobiety. Reklamy damskiej bielizny pojawiają się w kobiecych czasopismach, ale bilbordy nie są już tak odważne. Zgrabnych, smukłych nóg reklamujących pończochy się nie uświadczy. Induski nie noszą pończoch i rajstop (wolą skarpety), no i nie eksponują nóg. Zakrywają je sari lub spodniami od punjabi. A nawet jak noszą się po europejsku, to wybierają zwykle dżinsy. Zagraniczne turystki w topach i krótkich spódniczkach wyglądają prowokacyjnie.

Tak jawi mi się współczesny obraz społeczeństwa, które wydało najpoczytniejszy na świecie traktat o sztuce miłości - Kamasutra, i wyniosło akt seksualny do duchowej sublimacji przez eksponowanie go na murach świątyń.
 

Tekst i zdjecia: Marzena Magnuszewska

Ta strona używa cookies. W Polityce prywatności dowiedz się więcej o celu ich używania.

Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.